free counters Subskrybuj kanał RSS blogu

Ateny

piątek, 04 lutego 2011

Bajka o Omonii...

Od kilku dni w Grecji zimowa aura, na północy i w wyższych partiach górskich pada śnieg, a u nas na południu deszcz, silny wiatr i zimno...  Jaka pogoda taki nastrój, który mam wrażenie udziela się wszystkim.

Ostatnio oglądałam coś w rodzaju polskiego "super wizjera" w greckim wydaniu. Tematem był Plac Omonia. To takie charakterystyczne miejsce w centrum Aten, które bądź co bądź raczej nie jest jego ozdobą, dzielnica ta bowiem nie ma dobrej opinii. Zakłada się z góry, że jest mało bezpieczna, podobno turyści czasem z tego korzystają, gdyż udaje się właśnie tam znaleźć z widokiem na Omonię tani pokój w hotelu, a wielu przekonuje atrakcja, że spędzają wakacje w centrum Aten - podziwiam:)

Dlaczego Omonia stała się tematem wspomnianego reportaża? Odpowiedzi łatwo się domyśleć, chodziło o jej bezpieczeństwo i badano jej narkotykowe przezwisko. Jeden z dziennikarzy umiejscowił się z kamerą na balkonie budynku przy Omonii i rejestrował przypadki narkotyzowania się ludzi na ulicach. Oczywiście potwierdziło się jedno, że heroina i kokaina są królową placu i łatwo nad ranem nadepnąć butem na pozostałości po wielu strzykawkach... Nie podlega jednak krytyce fakt, że ludzie jakoś tam żyją a władza - ma się wrażenie niewiele robi w kierunku zmiany wizerunku tego miejsca. Zastanawiające jest to, że kontrole policyjne od lat nie zmieniają sytuacji i jest jak jest. Nie dramatyzujmy jednak! W ciągu dnia Omonia jest kolorowa, wokół niej przejeżdża dziennie tysiące samochodów, wymijając się na wszystkie możliwe sposoby; dużo czasu spędzają na niej grupy ludzi różnego pochodzenia, którzy nie rzadko wiele poświęcili aby nielegalnie dostać się do Aten w poszukiwaniu lepszego życia. Oczywiście są też wśród nich bezdomni Grecy dla których plac jest miejscem noclegu...

Nie mieszkałam nigdy w okolicach Omonii, a widuję ją tylko z okien samochodu przemykając szybko przez centrum, dlatego to nie mi dane jest ani bronić jej dobrej ani podtrzymywać złą opinię, faktem jest jednak, że coś musi być na rzeczy, skoro najlepszego dilera najłatwiej znaleźć właśnie tam.

Na koniec jeszcze coś co tak naprawdę natchnęło mnie do pisania o Placu Omonia. Wczoraj przeczytałam na bocznym pasku międzynarodowych wiadomości, że grecka policja podała statystyki z 2010 roku, z których wnika, że udało jej się zatrzymać 11 tysięcy dilerów narkotykowych i osób związanych z przestępstwami tego typu oraz około 3 tysięcy ludzi nielegalnie przekraczających grecką granicę - o ile to drugie nie budzi zdziwienia, to pierwsze przeraża...

czekamy na wiosnę - lepszy nastrój i pozytywniejsze wiadomości:)

czwartek, 27 stycznia 2011

POZYTYWNA ENERGIA:]

Dziś przypadkiem trafiłam na bloga http://www.v4sport.eu/blog/showList a prosto od niego na informacje o Światowych Letnich Igrzyskach Olimpiad Specjalnych, które odbędą się latem w Atenach. To niesamowite międzynarodowe wydarzenie, które jest nagrodą dla sportowców ciężko trenujących na codzień a dodatkowo dobra okazja by pokonać słabości i uprzedzenia wobec innych dla wolontariuszy i samych kibicujących.

Póki co trwa rekrutacja na wolontariat, zainteresowani mogą zapisywać się poprzez formularz na stronie http://www.athens2011.org/ - "Głównym celem Programu >>Wolontariat Ateny 2011<< jest stworzenie zespołu 25.000 wolontariuszy, który zapewni wysokiej jakości usługi dla sportowców i uczestników igrzysk. Wolontariusze będą zaangażowani we wspieranie sportowców na wielu różnych płaszczyznach oraz stwarzanie takich warunków zawodnikom, by doświadczyli oni uczuć entuzjazmu, radości i uznania w sporcie." - http://www.v4sport.eu/news/showNews/1243/ateny-2011-letnie-miedzynarodowe-igrzyska-olimpiad-specjalnych


Na koniec, bo w końcu chodzi o pozytywną energię, mam dla Was piosenkę promocyjną Olimpiady. Enjoy!


poniedziałek, 24 stycznia 2011

MOJE MIASTO?

"(...) że każde miasto posiada jakieś jedno słowo, które je określa i które można odnieść do większości jego mieszkańców. Gdyby się potrafiło czytać myśli ludzi, którzy mijają nas na ulicy w dowolnym mieście, odkryłoby się, że większość ma w głowie tę samą myśl. I to ona właśnie jest słowem miasta. Jeśli twoje osobiste słowo nie pokrywa się ze słowem tego miasta, to rzeczywiście nie należysz do niego." Tak pisze w swojej książce "Jedz módl się kochaj" ( nudnej ale w końcu dałam się ponieść komercyjnej reklamie i wymęczyłam ją do końca) Elizabeth Gilbert. Po przeczytaniu tego fragmentu pomyślałam o Atenach, a więc o "moim" mieście?

No i tak myślę, gdybam, zastanawiam się jakie słowo opisuję to miasto?

*SŁOŃCE?- nie, bo to tak pozytywnie brzmi, jakoś nie pasuje...to jedynie dodatek, dekoracja;

*STAROŻYTNOŚĆ?- przeminęła z wiatrem i jeszcze trochę a z Akropolu też niewiele zostanie;

*MORZE?- jest szerokie i głębokie, Saloniki też mają do niego dostęp, jak większość dużych greckich miast, więc to żadna cecha indywidualna;

*KORKI?- fakt dają w kość, ale komuś kto nie ma auta, Ateny nie muszą kojarzyć się z siedzeniem w samochodzie 30% dnia;

*STRAJK?- ooo ten to pewnie ostatnio jest najpopularniejszym wśród źle kojarzących się słów Ateńczykom, ale ma swoją sezonowość, nie zawsze istniał w takiej permanentności;

...

no i po burzy mózgów, wpadłam na słowo, które kojarzy mi się z "moim" miastem : DŻUNGLA!

Dżungla w swoim pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu:)

Teraz pytanie jakie jest Twoje słowo?

Tagi: Ateny
14:37, anilek25 , Ateny
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

ATENY - pokochać albo znienawidzić...

Kiedy wyjechało się daleko od domu, zmieniło w jednym momencie całe środowisko, spaliło za sobą wiele polskich mostów w nadziei na nowe możliwości, to chyba naturalnym stanem rzeczy są pojawiające się momenty zwątpienia, kiedy człowiek zastanawia się czy podjął właściwe decyzje, a nawet powtarzają się pytania : 'co ja tu właściwie robię?'

Polaków bez wątpienia najwięcej jest w Atenach, w przeciwieństwie do innych grup emigracyjnych jak chociażby Albańczycy (którzy są właściwie wszędzie), wolimy skupiać się wokół większych aglomeracji, może wynika to z obawy, że gdzie indziej nie dalibyśmy sobie radę? A przecież o ironio, stolica to w końcu dżungla Ellady i tak naprawdę trzeba być silnym i odważnym, żeby tu dobrowolnie zamieszkać. To trochę tak ja z Warszawą (może tylko 100razy gorzej)gdzie trzeba walczyć o przetrwanie każdego dnia. Ci, którzy podjęli decyzję wyspiarskiego życia, albo wolą peloponeski spokój lub też północne klimaty doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak wiele różni nas od nich.

Ateny to świat nienazwanego chaosu. Miasto to tylko w najwyższych partiach pachnie starożytnością, tutaj na dole wszystko ma albo smak spalin albo letniego słońca. Ateny bądź się kocha bądź nienawidzi i trudno to wytłumaczyć komuś, kto jest przejazdem albo przyjechał zobaczyć 'kamienie' Akropolu. Najśmieszniejsze jest to, że to wcale nie są stałe uczucia, bo każda pora roku sprawia, że Ateny się zmieniają. Latem nienawidzi się je za bezsenne gorące noce, temperatury, które w centrum są często o wiele wyższe niż na obrzeżach (ze względu na brak przepływności powietrza między przyległymi budynkami). Uwielbia się natomiast gorącą wodę i dostępność wakacyjnych wypadów na wyspy. Wiosną miasto rozkwita, wszystko zielenieje, wiatr jest delikatny i nawet jego lekki chłód współigra ze świecącym słońcem, które nie pali ale ogrzewa. Jesień jest nijaka, bo trudno ją wychwycić. Nie wiadomo kiedy kończy się lato a kiedy jest już zima. Trzeba jednak przyznać, że branża budownicza nabiera rozpędów właśnie pod koniec sezonu turystycznego, pełne portfele hotelarzy wydają rozkazy i jest co robić - Ateny zaczynają stukać i walić. No i zima, która jest jednym wielkim świętem, bo najpierw obchodzimy Święta Bożego Narodzenia, a potem nadchodzi Sylwester, Święto Trzech Króli i Karnawał. Ulice się świecą w dzień i nocy, dzieciaki zamieniają się w piękne i bestie i jest ogólnie wesoło.

Ateny jak każde duże miasto mają swoje wady. Ostatnio są to permanentnie powtarzające się strajki, ale powiedzmy sobie szczerze, że dotykają nas wówczas gdy półki w sklepach zaczynają robić się puste albo stacje benzynowe są zamknięte. Tak naprawdę radzimy sobie z nieczynnym metrem czy odwołanymi lotami na lotniskach. Zresztą nie jesteśmy drugim New York'iem gdzie paraliż metra to kwestia być albo nie być. Taki jeden dzień ma za zadanie zwrócić uwagę na jakiś problem a nie wywołać trzęsienie ziemi w Atenach (w praktyce bywa niestety różnie). Oczywiście najgorsza jest tutaj sama powtarzalność strajków a nie fakt ich istnienia. Bo o ile dajemy sobie radę z komunikacją to o tyle gorzej wypadają same Ateny w europejskiej opinii, a samo blokowanie lotniska, czy strajk w porcie podczas sezonu trudno zrozumieć, kiedy się wie iż turystyka to jedna z najważniejszych dziedzin tutejszego życia. Irytujące są też (jak wcześniej wspomniałam na innym wpisie) tysiące trąbiących na siebie samochodów (w Salonich kierowcy mają o niebo wyższą kulturę prowadzenia auta, a dzieli nas tylko 500km), wieczne zatłoczenie na drogach i brak możliwości szybkiego przemieszczania się z punktu A do punktu B. Osobiście deprymuje mnie również brak możliwości korzystania (poza sezonem) z zakrytych basenów, nie istnieje tutaj np. aquapark. Ateny to również miasto supermarketów, ale na tak dużej powierzchni znajdują się tylko (może) z 3 większe centra handlowe, gdzie w jednym miejscu można załatwić wszystko. Dla porównania w mniejszym Wrocławiu jest ich około 8! No i sami ludzie. Nie można Greków z góry dyskwalifikować jako niesympatycznych i zakładać że wszyscy są tacy sami. Oczywiście znajdzie się garstka tych, na których możemy liczyć. Mam jednak wrażenie że Ateny to miasto 'chwili' a nie aniołów. Na prawdę trzeba mieć dużo szczęścia żeby poza sezonem, będąc mieszkańcem znaleźć prawdziwe przyjaźnie, czy być zapraszanym do siebie przez sąsiadów. Ludzie wiodą raczej zamknięty styl życia, "otwartość" to tutaj pojęcie względne...

Ateny mają też swoje zalety. Przede wszystkim to duża aglomeracja, która prowadzi też w miarę zorganizowane życie kulturalne. Mamy duży dostęp do muzeów, teatrów, kin, jest opera, filharmonia (od roku funkcjonuje już nowe muzeum Akropolu).  Stale organizowane są różne festiwale, koncerty zapraszanych gwiazd. No i masa szkól, Uniwersytet, liczne kursy językowe, taneczne etc. Nocne ateńskie życie też ma swoje uroki, dysponujemy wachlarzem klubów, restauracji, cafejek. Obok nowoczesnych budowli, znajduje się masa małych skrytych uliczek, które mają swój typowo grecki klimat. Monastiraki, na przykład, wciąż inspirują i tętnią zarazem życiem i energią. Ateny to nie tylko centrum z parlamentem, ale też uwielbiane przez Ateńczyków podmiejskie dzielnice, pełne wyrafinowanych tawern, prywatnych plaży i nocnych clubów. Jeśli chodzi o przygody z samą naturą to do wyboru mamy chociażby Adventure Park, a dla dzieciaków nie lada gratką jest samo zoo i delfinarium.

Trochę się rozpisałam, ale o tym mieście można mówić bez ustanku i pomimo tego, że albo się je kocha albo nie lubi to nie sposób o nim zapomnieć...

Tagi: Ateny
18:31, anilek25 , Ateny
Link Komentarze (3) »