free counters Subskrybuj kanał RSS blogu
środa, 23 lutego 2011


nie mogę zasnąć, mimo że padam ze zmęczenia... wiecie Papandreu ma ciepłe oczy, taki dobry wyraz twarzy i odwagę, podziwiam go za to, że ma siły jechać do Berlina i nastawiać karku za to co kocha najbardziej za swój kraj...
Annielika ma rację, że łatwo się mówi, że Grecy są niewdzięczni, nie widząc ludzi ciężko pracujących tutaj, Niemcy buczą na nasze nieróbstwo a sami jadą na państwowym socjalu i nie jest wcale tak, że coś za darmo, wszystko jest policzone i musi być oddane, poza tym wspólnota do czegoś zobowiązuje i mówiąc tak w referendum dla euro, dostało się partnera na dobre i na ZŁE również...Jest taka zasada praw Murphiego, że 'Wyścigi nie zawsze wygrywają najszybsi, a bitwy najsilniejsi – ale tak należy obstawiać' i chyba tak jest, że wszyscy Ci, którzy patrzą na nas z boku obstawili, że przegramy.
myślę też sobie, że world jest wózkiem, na którym jedziemy wszyscy w ten sam sposób i tak naprawdę nie ma znaczenia czy będziemy w biednej Polsce, Hiszpanii czy we Włoszech. Może to ma nas jakoś zahartować, może mamy próbować gdzie indziej siebie odnaleźć, może mamy być większymi optymistami bo lepsze dni przyjdą lepiej szybciej niż nam się wydaje...W końcu kolejne prawo brzmi 'Nie wierz w cuda – polegaj na nich!' :)!

nie mogę zasnąć, chyba ze zmęczenia... daliście czadu z komentarzami do poprzedniegi wpisu i muszę przyznać, że zgadzam się zarówno z edgirem jak i annieliką...

co do samego Premiera Papandreu, to ma ciepłe oczy, taki dobry wyraz twarzy i odwagę, podziwiam go za to, że ma siły jechać do Berlina i nastawiać karku za to co kocha najbardziej, czyli za swój kraj...

Annielika ma rację, że łatwo się mówi, iż Grecy są niewdzięczni, nie widząc tutaj ludzi ciężko pracujących. Niemcy buczą na nasze nieróbstwo a sami jadą na państwowym socjalu i nie jest wcale tak, że coś dali nam za darmo, wszystko jest policzone i musi być oddane, poza tym wspólnota do czegoś zobowiązuje i mówiąc 'tak' w referendum dla euro, dostało się partnera na dobre i na ZŁE również...Jest taka zasada praw Murphiego, że 'Wyścigi nie zawsze wygrywają najszybsi, a bitwy najsilniejsi – ale tak należy obstawiać' i chyba tak to już jest, że wszyscy Ci, którzy patrzą na nas z boku obstawili, że przegramy.

myślę też sobie, że world jest wózkiem, na którym jedziemy wszyscy w ten sam sposób i tak naprawdę nie ma znaczenia czy będziemy w biednej Polsce, Hiszpanii czy we Włoszech. Może to ma nas jakoś zahartować, może mamy próbować gdzie indziej siebie odnaleźć, może mamy być większymi optymistami, bo lepsze dni przyjdą szybciej niż wszystkim się wydaje...W końcu kolejne prawo brzmi 'Nie wierz w cuda – polegaj na nich!' :)!

 

wtorek, 22 lutego 2011

tak się bawi tak się bawi AΘHΝΑ!

Coś mi się spodobało w wystąpieniu Premiera J.A. Papandreu'a, który w Berlinie po raz kolejny przekonywał: "Grecy są zdeterminowani, to ciężko pracujący naród". Oj ciężko, ciężko ale strajkujący naród... Jego słowa nijak mają się do ateńskiej rzeczywistości, może wszystko dlatego, że on tam a my tu... i będąc w Berlinie biedny Papandreu myśli, że może stamtąd ktoś go usłyszy, tak czy siak u nas głośno ale głosy rozsądku jakoś w mniejszości.

Za nami greckie dni zamkniętych aptek, a teraz kochane Ateny znowu stanęły. Komunikację śmiało można nazywać 'szkocką kratką', bo jednego dnia np. w poniedziałek dojedziesz do pracy ale zaraz po powrocie sprawdź wieczorne informacje czy na drugi dzień nie musisz wstać kilka godzin wcześniej, żeby na czas dobiec, jak annielika do biura...

No i jak taka zdarta płyta, trwamy w takim zaklętym kole od kilku miesięcy. Pytanie o sens? Odpowiedź prosta - im mniej pracujemy tym większy kryzys!

poniedziałek, 14 lutego 2011

Grecka miłość

Wiem, że idąc tropem tytułu liczylibyście na jakieś pikantne wskazówki, coś na kształt miłości francuskiej, ale zaskoczę Was - nie o tym dzisiaj;] Mamy 14.02-Walentynki i mimo, że bez bicia przyznaję, że osobiście nie przepadam za tym wymuszonym amerykańskim dniem szczęścia, to warto wykorzystać każdą okazję by czegoś Wam życzyć. Może zastanawiacie się czy taki dzień w Grecji ma jakąś szczególną oprawę, inną niż w Polsce? W zasadzie wygląda to zupełnie tak samo, zależy od osobistego podejścia i każdy spędza go po swojemu, najczęściej w pracy, bo przecież nie łudźmy się, że dla miłości będziemy tracić dzień wolnego z urlopu wakacyjnego;)

Wiem, że jest wiele Polek, które znalazło greckich mężów i swój dom w ciepłej Elladzie. Szczególnie Wam (annielika) bez względu na staże małżeńskie czy wspólne wojaże, życzę szczęścia z Waszymi miłościami, oby ten wybór zawsze okazywał się trafiony i żeby miłość pod palmami miała długowieczny wymiar.

Wam wytrwałym polskim parom żyjącym 'na greckim wygnaniu' życzę miłości pełnej wzajemnego wsparcia i zrozumienia, bo to ważne by stawiać czoła codziennym emigranckim problemom.

Grecja ma też (moje ulubione) pary naprawdę egzotyczne. Zdarza się, żę Polacy i Polki w Elladzie znajdują swoje miłości, które wcale nie mają ani polskich ani greckich korzeni i tym właśnie życzę dużo energii, uśmiechu i wiary w to, że miłość góry przenosi, nawet te greckie pełne niesympatycznych spojrzeń:)

Na koniec Polakom w ojczyźnie-moim przyjaciołom z Wrocławia, Warszawy i Metropolii i wszystkim innym emigrantom zaglądającym na bloga, ślę dużo naszego greckiego, walentynkowego ciepła, niech to 'święto' nie będzie jedynym dniem w roku, kiedy miłość jest najważniejsza!

w prezencie ode mnie miłość w piosence:)


sobota, 12 lutego 2011

pano? kato? - nieważne jak, śpijcie dobrze:)

 

piątek, 11 lutego 2011

PIREUS - MIASTO W MIEŚCIE

To taka jedna z ciekawostek, którą na początku nie bardzo rozumiałam. Pireus albo jak kto woli Pireas to nomarchia położona w granicach Atykki, Attyka natomiast to region administracyjny, w którego skład wchodzą też (między innymi) Ateny. Pireus często zaliczany jest do Wielkich Aten i w tym tkwi cały szkopuł, że mamy miasto w mieście...

Grecy, szczególnie ci pracujący w biurach zajmujących się sprzedażą biletów na morskie promy krzywią się kiedy przypadkowo zapytamy się ile kosztuje bilet z Aten na Kretę, odpowiedź zazwyczaj brzmi, że z Aten nie ma statku, ale na przykład z Pireusu na Kretę bilet kosztuję tyle i tyle. Oczywiście nie ma co posądzać ich o nieuprzejmość, bo dbają o poprawność, ale nie można też wymagać od biednego turysty żeby w mig pojął, że wcale nie jest już w Atenach a ewentualnie wciąż w metropoli ateńskiej - a to już znaczna różnica:)

Pireus a uściślając Δήμος Πειραιóς (gmina) ma największy w Grecji port i trzeci co do wielkości w Basenie Morza Śródziemnego, posiada oczywiście swoje jednostki administracyjne i odpowiadające im samorządy, jednym słowem z Pireusu dopłyniemy na każdę grecką wyspę...Komuś kto nie zna przekroju terytorialnego Wielkich Aten trudno zauważyć, że po przejechaniu niewielkiego kawałka drogi na przykład wzdłuż spodka 'SEF' a więc 'Stadionu Pokoju i Przyjaźni' szybko opuszczamy Ateny, zresztą sam stadion nie należy już do Aten jako takich, powiedzmy że to taka ozdoba Pireusu.

To nasze miasto w mieście ma niezwykle przemysłowy charakter i taki w rzeczywistości on jest, ale mam na myśli nie tylko samą gospodarkę ale zabudowania, które czasami tworzą cień wielkich pustych fabryk. Na Pireus trzeba chyba patrzeć dwupoziomowo, bo różnie jest postrzegany. Mi osobiście kojarzy się z wielkimi oknami pustostanów fabryk, małymi uliczkami zablokowanymi przez parkujące auta po obu stronach (i bądź tu dobrym kierowcą, jak nie masz nawet miejsca by zmieścić się w zakręt), jedną wielką sinusoidą bo tak dla mnie prezentują się pireus'owe drogi, ileś...stopni w dół i ileś... stopni w górę..., mnóstwem małych hotelików umiejscowionych po kilka na jednej uliczce przy samym porcie, walącymi się ruderami i jakimś takim nienazwanym strasznym nocnym mrokiem. Z drugiej strony Pireus to miasto nowoczesnych, wielkich szklanych budynków(bo nie wiem czy zasługują na miano wieżowców) ma też swoje dobre połączenie z Atenami przez metro, znajdziemy w nim wiele nadbrzeżnych tawern i caffejek, to też ośrodek kultury i sztuki no i jest miejsce dla "bogactwa greckiego" a więc małe porty dla jachtowców i żaglowców, które robią wrażenie...


Na koniec coś z kulturanej beczki Pireusu, a więc kultowy film a z niego kultowa piosenka Meliny Mercouri - dla tych którzy czują się dziećmi tego miasta i dla tych którzy jeszcze mało je znają:)


poniedziałek, 07 lutego 2011

Grecko-wiosenna aura...

Niedzielne popołudnie... wchodzę do piekarnio-cukierni, rozglądam się w poszukiwaniu lodówki z małymi ciasteczkami z galaretką, polane czekoladą etc. Podchodzę sobie do szyby i liczę pod nosem czego ile wziąć, nagle słyszę krzyk w swoją stronę od (nieprzyjemnej-jak się okazuje) greckiej ekspedjentki: "Czego jeszcze chcesz babo?".  'Babo'?, 'jeszcze'?-myślę sobie- przecież dopiero co weszłam, a gdzie eleganckie 'kalispera!'

Aaaaa........ już wiem, dosłyszała jak pod nosem licze po polsku i pomyślała, że ma prawo powydzierać się na mnie po grecku. Uśmiechnęłam się do niej, powiedziałam 'kalispera' i poleciłam żeby przegryzła jakieś słodkie ciasteczko, by zrobiło się jej lżej na duszy..

Za rogiem jest na szczęście druga cukiernia (niech żyje prawo wolnego rynku!), tam kupiłam zapakowane ciasteczka dla mojego małego przyjaciela w szpitalu i nie liczyłam ich już po polsku, ale (ena), (dio), (tria), (tesera)...

niedziela, 06 lutego 2011

Nowa nadzieja...

Jest takie miejsce w 'centrum' Aten, gdzie słowo 'nadzieja' ma swoje szczególne znaczenie. To miejsce to drugi dom wielu małych i większych dzieci. To taki symbol siły miłości dorosłych do tych mniejszych pociech, którego nowe drzwi zostały otwarte dość niedawno, bo na początku 2011roku. Wchodząc do tego pięknego z zewnątrz miejsca, ma się wrażenie że wszystko jest możliwe, że panuje tam wiosna, że życie rodzi się na nowo i jest takie kolorowe.. Czasami jednak, jeśli tylko wejdzie się dalej, założy maskę przeciwbakteryjną na twarz i podrepce po korytarzu, to serce zamiera, oczy stają się szkalane - bo nieważne czy jest się w realacjach z takim maluchem blisko czy daleko,  to boli kiedy widzi się jego  cierpienie i nie potrafi się mu wytłumaczyć: 'dlaczego?'

Jest jednak w Grecji pewna fundacja, która zmaga się o polepszenie warunków, w jakich ratuje się lub walczy do końca o życie dzieci z nowotworami. Elpida (bo tak się nazywa) zainwestowała w nadzieje i przyczyniła się do wbudowanie tego Onkologicznego Szpitala dla Dzieci "Aghia Sofia" w Atenach. To coś na kształt takiego naszego Centrum Dziecka w Warszawie. Ma bardzo nowoczesne wyposażenie, świetnych specjlistów i kolorowe wnętrze zagospodarowane tak, żeby pomagać w walce każdego dnia...

Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej wizyty na korytarzu kliniki, serce ściśnięte, drżące ręce i widok malucha spacerującego i ciągnącego za sobą kroplówkę, jego uśmiech często widzę jak zamykam oczy...

Na koniec zostawiam Wam jeszcze słowa Stelios'a Grafakos, który powiedział w wywiadzie dla 'Athens News', że ta klinika w tym czasie 'wielkiego greckiego kryzysu' to taka mała wyspa nadziei, kiedy masz przed sobą długą drogę do przepłynięcia po oceanie rozpaczy.

Niech więc ta nadzieja przenosi i góry...

piątek, 04 lutego 2011

Bajka o Omonii...

Od kilku dni w Grecji zimowa aura, na północy i w wyższych partiach górskich pada śnieg, a u nas na południu deszcz, silny wiatr i zimno...  Jaka pogoda taki nastrój, który mam wrażenie udziela się wszystkim.

Ostatnio oglądałam coś w rodzaju polskiego "super wizjera" w greckim wydaniu. Tematem był Plac Omonia. To takie charakterystyczne miejsce w centrum Aten, które bądź co bądź raczej nie jest jego ozdobą, dzielnica ta bowiem nie ma dobrej opinii. Zakłada się z góry, że jest mało bezpieczna, podobno turyści czasem z tego korzystają, gdyż udaje się właśnie tam znaleźć z widokiem na Omonię tani pokój w hotelu, a wielu przekonuje atrakcja, że spędzają wakacje w centrum Aten - podziwiam:)

Dlaczego Omonia stała się tematem wspomnianego reportaża? Odpowiedzi łatwo się domyśleć, chodziło o jej bezpieczeństwo i badano jej narkotykowe przezwisko. Jeden z dziennikarzy umiejscowił się z kamerą na balkonie budynku przy Omonii i rejestrował przypadki narkotyzowania się ludzi na ulicach. Oczywiście potwierdziło się jedno, że heroina i kokaina są królową placu i łatwo nad ranem nadepnąć butem na pozostałości po wielu strzykawkach... Nie podlega jednak krytyce fakt, że ludzie jakoś tam żyją a władza - ma się wrażenie niewiele robi w kierunku zmiany wizerunku tego miejsca. Zastanawiające jest to, że kontrole policyjne od lat nie zmieniają sytuacji i jest jak jest. Nie dramatyzujmy jednak! W ciągu dnia Omonia jest kolorowa, wokół niej przejeżdża dziennie tysiące samochodów, wymijając się na wszystkie możliwe sposoby; dużo czasu spędzają na niej grupy ludzi różnego pochodzenia, którzy nie rzadko wiele poświęcili aby nielegalnie dostać się do Aten w poszukiwaniu lepszego życia. Oczywiście są też wśród nich bezdomni Grecy dla których plac jest miejscem noclegu...

Nie mieszkałam nigdy w okolicach Omonii, a widuję ją tylko z okien samochodu przemykając szybko przez centrum, dlatego to nie mi dane jest ani bronić jej dobrej ani podtrzymywać złą opinię, faktem jest jednak, że coś musi być na rzeczy, skoro najlepszego dilera najłatwiej znaleźć właśnie tam.

Na koniec jeszcze coś co tak naprawdę natchnęło mnie do pisania o Placu Omonia. Wczoraj przeczytałam na bocznym pasku międzynarodowych wiadomości, że grecka policja podała statystyki z 2010 roku, z których wnika, że udało jej się zatrzymać 11 tysięcy dilerów narkotykowych i osób związanych z przestępstwami tego typu oraz około 3 tysięcy ludzi nielegalnie przekraczających grecką granicę - o ile to drugie nie budzi zdziwienia, to pierwsze przeraża...

czekamy na wiosnę - lepszy nastrój i pozytywniejsze wiadomości:)

poniedziałek, 31 stycznia 2011

ZOBACZYĆ...

Na samym początku chciałabym podziękować pewnej dobrej duszyczce za jej rady estetyczne co do strony graficznej bloga(to dzięki jej wskazówkom ciągle się uczę), za jej kop mobilizacyjny i za to, że czuwa nad tym bym się uśmiechała - wielkie dzięki:)

Ostatnio dzięki "emigrantkom" i pewnemu zainteresowaniu greckimi wyspami, wpadłam na pomysł, żeby stworzyć listę greckich wysp(półwyspów), które warto zobaczyć, które sama widziałam...Powoli - może dwa albo trzy razy w miesiącu będę pokazywać Wam coś nowego i tak do wakacji powinniśmy wyrobić się z tymi wyspami, które mamy na liście, bo oczywiście wszystkich nie znam-wiele jeszcze przede mną:)).

Wiem, że każdy z Was ma inne oczekiwania i wyobrażenia co do swoich wakacji, o sposobie ich organizacji i spędzenia tego wolnego czasu. Niektórzy mają wesołe dzieciaki, których wszędzie pełno, innym marzy się wypad we dwoje, jeszcze inni najchętniej leżeliby cały dzień na plaży z rurką w drinku a jeszcze inni nie mogą obejść się bez nocnych clubów i ulic pełnych turystów. Musze przyznać, że trudno o przypisanie wyspom jakichkolwiek etykiet, ocena jest względna, bo opiera się tylko na naszych odczuciach i równie dobrze na przykład Rodhos może być grecką "Ibizą" tętniącą energią nocnego szaleństwa a z drugiej strony miejscem uważanym za najlepsze na romantyczne wakacje.

Niestety niektóre wyspy zwiedzałam w dobie aparatów z kliszami i przez to wiele pięknych miejsc albo się nie fotografowało ze względu na oszczędność, albo zwyczajnie zajmują swoje miejsce w albumach i czekają na skaner... wszystko co nowe uda mi się podpatrzeć ukaże się na blogu i będę za każdym razem opowiadać Wam gdzie według mnie ładnie, gdzie brzydko, gdzie nudno a gdzie weselej:)

Dziś mam dla Was dwa półwyspy z Grecji Północnej. Chalkidiki wśród turystów cieszą się różną opinią, ale tak naprawdę wszystko zależy od doboru biura podróży i od naszych wymagań. Same Chalkidiki to tzw. "trzy palce", niestety jeden zagospodarowany przez ortodoksyjne klasztory i prawie nie ma do niego dostępu. Położone są blisko Salonik i stąd wiele jej mieszkańców posiada tam swoje letniskowe domy, letnią porą dojazd i powrót podczas weekendu to korki monitorowane przez policyjne helikoptery. Dla turystów w pełni dostępna jest Kassandra jak i Sithonia i ja osobiście należę do wielbicieli ich obu.


czwartek, 27 stycznia 2011

POZYTYWNA ENERGIA:]

Dziś przypadkiem trafiłam na bloga http://www.v4sport.eu/blog/showList a prosto od niego na informacje o Światowych Letnich Igrzyskach Olimpiad Specjalnych, które odbędą się latem w Atenach. To niesamowite międzynarodowe wydarzenie, które jest nagrodą dla sportowców ciężko trenujących na codzień a dodatkowo dobra okazja by pokonać słabości i uprzedzenia wobec innych dla wolontariuszy i samych kibicujących.

Póki co trwa rekrutacja na wolontariat, zainteresowani mogą zapisywać się poprzez formularz na stronie http://www.athens2011.org/ - "Głównym celem Programu >>Wolontariat Ateny 2011<< jest stworzenie zespołu 25.000 wolontariuszy, który zapewni wysokiej jakości usługi dla sportowców i uczestników igrzysk. Wolontariusze będą zaangażowani we wspieranie sportowców na wielu różnych płaszczyznach oraz stwarzanie takich warunków zawodnikom, by doświadczyli oni uczuć entuzjazmu, radości i uznania w sporcie." - http://www.v4sport.eu/news/showNews/1243/ateny-2011-letnie-miedzynarodowe-igrzyska-olimpiad-specjalnych


Na koniec, bo w końcu chodzi o pozytywną energię, mam dla Was piosenkę promocyjną Olimpiady. Enjoy!


 
1 , 2 , 3