free counters Subskrybuj kanał RSS blogu
Blog > Komentarze do wpisu

ATENY - pokochać albo znienawidzić...

Kiedy wyjechało się daleko od domu, zmieniło w jednym momencie całe środowisko, spaliło za sobą wiele polskich mostów w nadziei na nowe możliwości, to chyba naturalnym stanem rzeczy są pojawiające się momenty zwątpienia, kiedy człowiek zastanawia się czy podjął właściwe decyzje, a nawet powtarzają się pytania : 'co ja tu właściwie robię?'

Polaków bez wątpienia najwięcej jest w Atenach, w przeciwieństwie do innych grup emigracyjnych jak chociażby Albańczycy (którzy są właściwie wszędzie), wolimy skupiać się wokół większych aglomeracji, może wynika to z obawy, że gdzie indziej nie dalibyśmy sobie radę? A przecież o ironio, stolica to w końcu dżungla Ellady i tak naprawdę trzeba być silnym i odważnym, żeby tu dobrowolnie zamieszkać. To trochę tak ja z Warszawą (może tylko 100razy gorzej)gdzie trzeba walczyć o przetrwanie każdego dnia. Ci, którzy podjęli decyzję wyspiarskiego życia, albo wolą peloponeski spokój lub też północne klimaty doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak wiele różni nas od nich.

Ateny to świat nienazwanego chaosu. Miasto to tylko w najwyższych partiach pachnie starożytnością, tutaj na dole wszystko ma albo smak spalin albo letniego słońca. Ateny bądź się kocha bądź nienawidzi i trudno to wytłumaczyć komuś, kto jest przejazdem albo przyjechał zobaczyć 'kamienie' Akropolu. Najśmieszniejsze jest to, że to wcale nie są stałe uczucia, bo każda pora roku sprawia, że Ateny się zmieniają. Latem nienawidzi się je za bezsenne gorące noce, temperatury, które w centrum są często o wiele wyższe niż na obrzeżach (ze względu na brak przepływności powietrza między przyległymi budynkami). Uwielbia się natomiast gorącą wodę i dostępność wakacyjnych wypadów na wyspy. Wiosną miasto rozkwita, wszystko zielenieje, wiatr jest delikatny i nawet jego lekki chłód współigra ze świecącym słońcem, które nie pali ale ogrzewa. Jesień jest nijaka, bo trudno ją wychwycić. Nie wiadomo kiedy kończy się lato a kiedy jest już zima. Trzeba jednak przyznać, że branża budownicza nabiera rozpędów właśnie pod koniec sezonu turystycznego, pełne portfele hotelarzy wydają rozkazy i jest co robić - Ateny zaczynają stukać i walić. No i zima, która jest jednym wielkim świętem, bo najpierw obchodzimy Święta Bożego Narodzenia, a potem nadchodzi Sylwester, Święto Trzech Króli i Karnawał. Ulice się świecą w dzień i nocy, dzieciaki zamieniają się w piękne i bestie i jest ogólnie wesoło.

Ateny jak każde duże miasto mają swoje wady. Ostatnio są to permanentnie powtarzające się strajki, ale powiedzmy sobie szczerze, że dotykają nas wówczas gdy półki w sklepach zaczynają robić się puste albo stacje benzynowe są zamknięte. Tak naprawdę radzimy sobie z nieczynnym metrem czy odwołanymi lotami na lotniskach. Zresztą nie jesteśmy drugim New York'iem gdzie paraliż metra to kwestia być albo nie być. Taki jeden dzień ma za zadanie zwrócić uwagę na jakiś problem a nie wywołać trzęsienie ziemi w Atenach (w praktyce bywa niestety różnie). Oczywiście najgorsza jest tutaj sama powtarzalność strajków a nie fakt ich istnienia. Bo o ile dajemy sobie radę z komunikacją to o tyle gorzej wypadają same Ateny w europejskiej opinii, a samo blokowanie lotniska, czy strajk w porcie podczas sezonu trudno zrozumieć, kiedy się wie iż turystyka to jedna z najważniejszych dziedzin tutejszego życia. Irytujące są też (jak wcześniej wspomniałam na innym wpisie) tysiące trąbiących na siebie samochodów (w Salonich kierowcy mają o niebo wyższą kulturę prowadzenia auta, a dzieli nas tylko 500km), wieczne zatłoczenie na drogach i brak możliwości szybkiego przemieszczania się z punktu A do punktu B. Osobiście deprymuje mnie również brak możliwości korzystania (poza sezonem) z zakrytych basenów, nie istnieje tutaj np. aquapark. Ateny to również miasto supermarketów, ale na tak dużej powierzchni znajdują się tylko (może) z 3 większe centra handlowe, gdzie w jednym miejscu można załatwić wszystko. Dla porównania w mniejszym Wrocławiu jest ich około 8! No i sami ludzie. Nie można Greków z góry dyskwalifikować jako niesympatycznych i zakładać że wszyscy są tacy sami. Oczywiście znajdzie się garstka tych, na których możemy liczyć. Mam jednak wrażenie że Ateny to miasto 'chwili' a nie aniołów. Na prawdę trzeba mieć dużo szczęścia żeby poza sezonem, będąc mieszkańcem znaleźć prawdziwe przyjaźnie, czy być zapraszanym do siebie przez sąsiadów. Ludzie wiodą raczej zamknięty styl życia, "otwartość" to tutaj pojęcie względne...

Ateny mają też swoje zalety. Przede wszystkim to duża aglomeracja, która prowadzi też w miarę zorganizowane życie kulturalne. Mamy duży dostęp do muzeów, teatrów, kin, jest opera, filharmonia (od roku funkcjonuje już nowe muzeum Akropolu).  Stale organizowane są różne festiwale, koncerty zapraszanych gwiazd. No i masa szkól, Uniwersytet, liczne kursy językowe, taneczne etc. Nocne ateńskie życie też ma swoje uroki, dysponujemy wachlarzem klubów, restauracji, cafejek. Obok nowoczesnych budowli, znajduje się masa małych skrytych uliczek, które mają swój typowo grecki klimat. Monastiraki, na przykład, wciąż inspirują i tętnią zarazem życiem i energią. Ateny to nie tylko centrum z parlamentem, ale też uwielbiane przez Ateńczyków podmiejskie dzielnice, pełne wyrafinowanych tawern, prywatnych plaży i nocnych clubów. Jeśli chodzi o przygody z samą naturą to do wyboru mamy chociażby Adventure Park, a dla dzieciaków nie lada gratką jest samo zoo i delfinarium.

Trochę się rozpisałam, ale o tym mieście można mówić bez ustanku i pomimo tego, że albo się je kocha albo nie lubi to nie sposób o nim zapomnieć...

poniedziałek, 20 grudnia 2010, anilek25
Tagi: Ateny

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/22 22:14:23
Podpisuje sie obiema rekoma!!! i pozdrawiam serdecznie!!!:)
-
2010/12/23 23:26:16
Anilek trafne spostrzezenia :D kiedy tu jestem nienawidze tego miejsca... ale kiedy mnie nie ma, tesknie i jak wracam biore gleboki oddech i mowie: ufff, w koncu u siebie :)))) w ogole nie rozumiem tej hustawki... ????
-
2010/12/25 00:07:24
T ja Ciebie zamawiam jako przewodnika. Pokarzesz mi różne odcienie aten ;) Ciekawe któy mi sie najbardziej spodoba :)